Powieść Anne Brontë, po raz pierwszy po polsku.
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział VII: Horton Lodge (7)

Wiedza moja o hafcie pochodziła całkowicie od mojej uczennicy i z własnych obserwacji; jednak kiedy tylko zostałam wprowadzona w jego tajniki, panna Murray znalazła dwadzieścia różnych sposobów, aby mnie zająć: na moje barki spadło wszystko, co w robótkach nużące; jak naciąganie ram, obrębianie płócien, sortowanie wełenek i jedwabi, przygotowywanie podkładów, liczenie szwów, naprawianie błędów i wykańczanie prac, które jej się znudziły.

Mając lat szesnaście była nieco swawolna, nie bardziej jednak niż jest to naturalne i przystoi dziewczynie w tym wieku; jednak rok później cecha ta, jak i inne, zaczęła ustępować większej pasji i szybko została pochłonięta przez wszechwładną ambicję przyciągnięcia i oczarowania płci przeciwnej. Dosyć jednak o Rosalie: zwróćmy się ku jej siostrze.

Panna Matilda Murray była istną chłopczycą, o której mówić wiele nie trzeba. Była około dwa i pół roku młodsza od siostry; rysy miała grubsze, cerę dużo ciemniejszą. Miała szansę stać się przystojną kobietą, ale była zdecydowanie zbyt grubokoścista i niezgrabna, aby ktokolwiek nazwał ją ładną dziewczyną, na czym zresztą na razie niewiele jej zależało. Rosalie zdawała sobie sprawę ze swoich uroków, sądziła, że są większe, niż były w istocie, i ceniła je wyżej, niż byłoby to stosowne, gdyby były trzykrotnie znaczniejsze; Matilda była ze swojego wyglądu zadowolona, ale nie przywiązywała doń wielkiej wagi; jeszcze mniej zależało jej na kultywowaniu zalet umysłu i pielęgnowaniu godnych prezentacji talentów. Sposób, w jaki odrabiała lekcje i ćwiczenia muzyczne, musiał doprowadzić do desperacji każdą guwernantkę. Choć zadania jej były krótkie i łatwe, jeżeli wykonywała je w ogóle, robiła to pobieżnie, generalnie w momencie najmniej odpowiednim i w sposób najmniej dla siebie korzystny, a dla mnie najmniej satysfakcjonujący; odbębniając krótkie pół godziny nauki, bez przerwy miała do mnie pretensje, a to że przerywam jej poprawkami, a to że nie poprawiam jej błędów jeszcze przed ich popełnieniem, lub o coś równie nierozsądnego.

Raz i drugi odważyłam się poważnie zbesztać ją za takie nieracjonalne zachowanie; za każdym razem jednak zostałam tak przywołana do porządku przez jej matkę, że nabrałam przekonania, iż aby utrzymać się na posadzie, muszę zachowywać się zgodnie z życzeniami panny Matildy.

Jednak jej zły humor mijał zazwyczaj wraz z lekcjami; jeżdżąc na swym pełnym wigoru kucyku lub swawoląc z psami, z braćmi lub siostrami, a zwłaszcza z ukochanym bratem Johnem, była szczęśliwa jak skowronek. 

niedziela, 05 kwietnia 2009, agnesgrey